Kawę piję. Ot tak. Na końcu świata. Z kardamonem.
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę tu i teraz w tym miejscu, odcinając się od tego wszystkiego co zostało za mną... Tak, nazwałabym go szaleńcem. A jednak udało mi się. Pokonałam wszystkie swoje rojenia w głowie i jestem tutaj. Na Jego kanapie. Przepraszam. Naszej kanapie. Siedzę i czekam na Jego powrót. Wiem, że przyjdzie i zacznie szykować obiad dla nas. Wyrwał się z pracy i wpadł około 9 rano i przyniósł zakupy.
"Kochanie, dzisiaj coś tradycyjnego..."
Pocałunek, może kilka, tylko po to, żeby utwierdzić mnie w tym jak bardzo docenia moją obecność. Nic spektakularnego, po prostu to, że jestem.
Wiem, że jest w Nim obawa o to, że nie dam rady, że się poddam.
Nie rozmawiam z Nim o przeszłości. Nie chcę. Bo jeśli to jest mój przystanek to nie potrzebuję dla niego starych rozkładów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz